niedziela, 27 maja 2012

"Zimne serca", Gunnar Staalesen

Czym się kierujemy sięgając po tego typu książki? Ciekawością? Chęcią zmierzenia się z zagadką zabójstwa/kradzieży? Czy też może oczekujemy po takiej lekturze dreszczyka emocji? Ja sięgam po ten gatunek stosunkowo rzadko. Wybieram te pozycje, które oprócz pewnego problemu ukazują również specyfikę danego miejsca i w ciekawy sposób przedstawiają daną historię... I tym razem tak było. Moja intuicja mnie nie zawiodła.
Gunnar Staalesen, norweski pisarz, autor powieści kryminalnych. Staalesen studiował języki angielski i francuski oraz literaturoznawstwo. Od 1970 r. pisze powieści kryminalne. Spośród książek Saalesena największą popularność zyskała seria, w której pojawia się prywatny detektyw Varg Veum, stylistycznie nawiązująca do klasycznych powieści kryminalnych Raymonda Chandlera i Rossa Macdonalda. Powieści Staalesena stały się kanwą kilku filmów.
Literatura norweska czy też ogólnie skandynawska, chyba zawsze będzie mi się kojarzyć z najlepszymi kryminałami. Nikt inny nie potrafi w tak znakomity sposób zachęcić mnie, totalnego laika, do przeczytania danej pozycji. Dlatego też, gdy dostałam możliwość przeczytania "Zimnych serc", wiedziałam, że nie będę żałować. Może to dziwnie zabrzmieć, ale narodziła się we mnie pewność, że nie będę rozczarowana.


Tłumaczenie: Agata Beszczyńska
Tytuł oryginału: Kalde hjerter
Seria: Varg Veum tom 16
Wydawnictwo: Słowo/Obraz Terytoria
Data wydania: październik 2010
ISBN: 978-83-7453-995-1
Liczba stron: 288
Varg Veum, prywatny detektyw dostaje kolejne zlecenie. Tym razem ma odszukać prostytutkę, która zaginęła kilka dni po odrzuceniu pewnych, agresywnych klientów. Miało to być rutynowe, niemalże zlecenie. Okazało się jednak, że cała ta sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana... Komitet sąsiedzki, narkotyki i zaginięcie dwóch osób ze sobą spokrewnionych - Veum zdecydowanie nie był na to przygotowany podejmując kolejne zlecenie...

Varg Veum był kiedyś pracownikiem socjalnym, pomagał rodzinom i ratował dysfunkcyjne rodziny przed upadkiem. To widać i w tym tomie. Angażuje się w sprawę bardzo emocjonalnie, zwłaszcza jak dowiaduje się przeszłości zaginionych... Każda strona przynosi nam kolejne fakty, które pod koniec książki łatwo połączyć ze sobą, choć przyznam się szczerze, że zakończenie troszkę mnie zaskoczyło. Nie tego się spodziewałam, co jest oczywiście dużym plusem! 

"Zimne serce" to nie tylko, kolejna opowieść kryminalna, których na rynku wydawniczym (nie tylko polskim, ale i światowym) jest pełno. Jest to przede wszystkim (w moim odczuciu) opowieść o krzywdach ludzkich, których mogą dopuścić się najbliżsi. O tym, że na zewnątrz wszystko potrafi wyglądać idealnie, bez skaz... a w środku może być pełne zgnilizny i goryczy. Jak trudno jest osobom postronnym zauważyć, gdy coś zaczyna się dziać złego w, przecież idealnych domach... Jak bardzo jesteśmy ślepi i nie zauważamy subtelnych symptomów... 

Powieść Gunnara Staalesena to kryminał z nutką nostalgii. Akcja powieści jest dynamiczna, dzięki czemu czytelnik się nie nudzi. Doskonale rozłożone napięcie i skomponowana fabuła, wyważona i pełna tego, co lubię- elementów, które skłaniają do refleksji i elementów, które potrafią mnie rozbawić, ale także i w jakimś stopniu wystraszyć. Mimo tego, czegoś mi brakowało. Czegoś cięższego, by ta książka mogła na dłużej zapisać się w mojej pamięci. Myślę jednak, że dla czytelnika, który chciałby sięgnąć po lekturę, która jest lekko napisana i ma przynieść, głównie rozrywkę, będzie idealna! :)

Moja ocena: 4

Za egzemplarz serdecznie dziękuję!

piątek, 25 maja 2012

"Kuszenie", Anne Rice

Sięgając po kontynuację "Pokuty" (pisałam o niej tutaj) nie wiedziałam, w pewnym sensie czego się spodziewać. Co prawda fabuła, już w pierwszym tomie serii Czas Aniołów, została jasno określona- z każdą kolejną książką schemat fabuły miał się powielać: Toby O'Dare, główny bohater miał wykonywać zadania wyznaczone mu przez serafina Malachiasza, by odpokutować wszystkie swoje grzechy. Mimo poznanego schematu (który może troszeczkę mnie rozczarował, bowiem Anne Rice zawsze potrafiła mnie zaskakiwać, tu jakby tego trochę brak), kolejna misja Toby'ego wciągnęła. Wciągnęła i wprawiła w zachwyt...
Tłumaczenie: Grażyna Smosna
Tytuł oryginału: Of Love and Evil
Seria/cykl wydawniczy: Czas Aniołów, tom 2
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: październik 2011
ISBN: 9788375151862
Liczba stron: 232
Toby O'Dare zostaje, tym razem wysłany do renesansowych Włoch. Rzym, w którym się znajduje spowija całun nienawiści. W domu jednego z możnych straszy dybuk, społeczność żydowska oskarża o konszachty z szatanem przyjaciela rodziny i lekarza - Vitale. Zagmatwana sytuacja, zwłaszcza, że jego najbliższy przyjaciel i syn pana domu, Niccoló ciężko choruje. Oskarżenia padają ze wszystkich stron, gniewny tłum gromadzi się przed posiadłością, rządny krwi. Naznaczeni żółtą naszywką Żydzi domagają się sprawiedliwości i odprawienia egzorcyzmów. Toby zostaje sprowadzony do tego domu, by ukoić, choć na chwilę cierpienia chorego swoją grą na lutni. Tymczasem odkrywa, kto za tym wszystkim stoi... 

Przenosiny do Rzymu tamtego okresu to ekscytująca podróż, szkoda, że w tak minimalnym stopniu Anne Rice oddała klimat tamtych czasów. Za brakło mi tego, z czego słynie- z pięknych opisów, dopracowanych miejsc akcji. Tu, wszystkie te pałace, gospody zostały tylko naznaczone, nanizane na mapę fabuły. 

Książkę czyta się bardzo lekko, styl Anne Rice zmienił się od czasów Kronik Wampirów, stał się lżejszy, mniej mroczny... przyciąga jednak nie mniej. Kołysze słowami- nadal potrafię rozpoznać w jej kolejnych książkach cień tamtej autorki. W konstruowaniu fabuły, w dopracowywaniu szczegółów jest niezastąpiona. Zanim napisze, prowadzi badania. Dlatego jej książki czyta się, jakby słuchało się ciekawostek z przeszłości. Coraz bardziej doceniam trud jaki wkłada w napisanie kolejnej książki. 

"Kuszenie" to książka nie tyle o aniołach i diabłach, a o walce o lepsze życie. Los rzuca nas w różne strony, niekiedy podrzuca kłody pod nogi, uginając nas, zmuszając do podjęcia decyzji, których nie chcemy- decyzji, których konsekwencje ciągną się za nami przez wiele lat... Toby O'Dare dostał szansę, którą wykorzystuje w pełni. Odnalazł ukochaną z czasów szkolnych. Próbuje naprawić szkody, jakie przez dziesięć lat poczynił. Czytelnik ma szansę zobaczyć przeobrażenie głównego bohatera z mordercy, pełnego bólu i nieszczęśliwego mężczyzny w postać zgoła odmienną- pełną szczęścia, napełnioną miłością i chęcią dzielenia się dobrem i pomocy. Czyż nie każdy z nas przeżywa swoiste odrodzenie? Czyż nie każdy z nas potrzebuje chwili refleksji nad swoim życiem? 

Refleksyjność fabuły Anne Rice sprawia, że zatrzymuję się na chwilę. Zastanawiam i rozmyślam. Potem podążam śladem słów. I już wiem. Wiem, że każdy zasługuje na drugą szansę. Każdy zasługuje na odrobinę nadziei. "Kuszenie" jest, w gruncie rzeczy opowieścią o nadziei. O poszukiwaniu własnej drogi i ciągłej nadziei na szczęście...

Polecam, zwłaszcza tym, którzy nadal poszukują. 

Moja ocena: 4+

Serdecznie dziękuję za egzemplarz recenzyjny!

czwartek, 24 maja 2012

"Ugrofińska wampirzyca", Noémi Szécsi

Sięgnęłam po tę książkę pod wpływem impulsu. Zaciekawiła mnie okładka, wydała mi się, bowiem miniaturowym dziełem sztuki. Nie miałam żadnych oczekiwań i może właśnie dlatego się nie zawiodłam. Czytałam tę książkę, co rusz się sama do siebie uśmiechając. Nie istnieje chyba druga tak dziwna i złożona opowieść o wampirach.

Noémi Szécsi (ur. 29 marca 1976 w Szentes), węgierska pisarka. 
Szécsi studiowała filologię łacińską i anglistykę na Uniwersytecie Loránda Eötvösa w Budapeszcie oraz na uczelni w Helsinkach. Pracowała jako tłumacz z fińskiego. Debiutowała w 2002 powieścią "Finnugor vámpír", zgrabnie łączącą wątki z klasycznego horroru z pastiszowym obrazem współczesnych Węgier. Ukazała się ona w Polsce pod tytułem "Ugrofińska wampirzyca". Opublikowała również "A kismama naplója" ("Dziennik przyszłej mamy", 2003) oraz "A baba memoárja" ("Pamiętnik niemowlęcia", 2004) z własnymi ilustracjami.

Sięgając po tę historię ma się dziwne wrażenie, jakby słyszało się opowieść dobrej znajomej. Kultura węgierska odbija się w niej (choć pewnie to i tak namiastka klimatu budapesztańskich uliczek, knajpek czy miejsc kultury, jak i samych ludzi, charakterystycznych Węgrów) doskonale wpasowując się w klimat książki.

Tłumaczenie: Justyna Goszczyńska
Tytuł oryginału: Finnugor vampir
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarne
Data wydania: 2005 
ISBN: 8389755246
Liczba stron: 270

"Ugrofińska wampirzyca" to opowieść o Jerne Volta-Ampere. Opowieść ta, podzielona na dwie części główne opisuje (kolejno) życie Jerne, jako śmiertelniczki oraz życie po śmierci. Sama Jerne jest narratorką swojej powieści. Pod rządami wiekowej i lekko despotycznej babki-wampirzycy, próbuje odnaleźć swoje miejsce na ziemi. Zaczyna pracę w małym wydawnictwie i całym sercem poświęca się pisaniu bajek o zwierzętach (to są jedne z najfajniejszych fragmentów w książce)- marzy, bowiem o ich wydaniu. Przez splot dziwnych i niekiedy tajemniczych wydarzeń, Jerne umiera. Odradza się jako wampir, dopiero kilka dni po swojej śmierci. Płynąca w niej wampirza krew (do końca pochodzenie Jerne nie jest znane, nawet samej bohaterce) przypomina o sobie, gdy zaczyna dręczyć ją głód. W oko wpada jej młoda poetka, O. ...

Zaskoczyła mnie ta książka. Zaskoczyła do tego stopnia, że nadal nie potrafię zebrać myśli. Jest w niej coś niepokojącego, ale i zarazem fascynującego. Spisana w sposób ironiczny, pełen czarnego humoru. Niekiedy z dystansem. Główna bohaterka nie jest stereotypową kobietą, od samego początku zaznacza, jak bardzo nienawidzi ludzi. Jej bajki są pełne cynizmu i z pewnością nie są przeznaczone dla dzieci. Świat, w którym żyje jest pomieszaniem współczesności i całkiem obcej krainy, gdzie wampiry chodzą za dnia i niewiele różnią się od ludzi (wampiry po prostu inaczej się odżywiają). Nie są silniejsze ani szybsze, potrafią nabić sobie siniaka czy guza a nawet upić. Całkiem inne przedstawienie wampirzej natury bohaterki, przywodzi mi na myśl ciemną stronę człowieka- jego wady. W mistyczny i owiany tajemnicą sposób ukazana zostaje prawda o człowieku. Człowieku pełnym ułomności. Człowieku zagubionym, pełnym stereotypów.

"Ugrofińska wampirzyca" to powieść, od której ciężko się oderwać. Specyficzny styl pisarski autorki buduje klimat, a postacie naszkicowane są trafnie. Każde z nich ma własną, unikatową osobowość, która może wzbudzić w nas na zmianę sympatię albo antypatię.

Osobiście, polecam. Zwłaszcza tym, którzy lubią poszukiwać czegoś zupełnie innego w literaturze, ale ostrzegam: wchodzisz do tego świata na własną odpowiedzialność! (może być tak, że wcale Ci się nie spodoba, czytam o niej różne opinie, od skrajności w skrajność) :)

Moja ocena: 5

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...